Czas zapisuje się na ciele, bez pytania nas o zgodę. Przez lata patrzyłam na te zmiany z niepokojem — jak na coś, co odbiera, kończy pewien etap. Nie mówiłam tego na głos, ale bałam się momentu, w którym przestanę być atrakcyjna. W którym moje ciało zacznie wymykać się temu, co znałam. Zmarszczki, miękkość skóry - długo widziałam w tym wyłącznie stratę. Coś, co trzeba zatrzymać, ukryć albo naprawić. Dziś próbuję patrzeć na to inaczej. To nie strata, lecz ślad. Każda z tych zmian to dowód, że jestem. Że wciąż tu jestem.
Mój projekt jest próbą patrzenia na siebie bez lęku. O zgodzie na przemijanie, które nie zawsze jest łagodne i nie zawsze łatwe do przyjęcia. Przemijanie daje i zabiera. Daje świadomość siebie, spokój, odwagę, możliwość wyboru własnej drogi. Zabiera komfort, przewidywalność, pewność siebie i poczucie, że wszystko można mieć naraz. Uczono nas, że z wiekiem coś się kończy, że pewnych rzeczy „nie wypada”, że kobieta powinna znikać, zamiast się rozwijać. Gdzieś tam wciąż to we mnie tkwi. Ale coraz częściej się temu sprzeciwiam.
Są dni, kiedy wciąż widzę w lustrze kogoś, kim nie chcę się stać. I takie, kiedy patrzę i wiem, że to też jestem ja. I może właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze do przyjęcia. Że to się dzieje naprawdę. Że to nie jest etap, który minie. Jednak z drugiej strony, to że mogę tego doświadczyć, nie jest takie oczywiste. Nie każdy dostaje tyle czasu. Nie każdy ma szansę zobaczyć tę zmianę do końca.