Czas zapisuje się na ciele, bez pytania nas o zgodę. Przez lata patrzyłam na te zmiany z niepokojem — jak na coś, co odbiera, kończy pewien etap. Zmarszczki, miękkość skóry, zmiany, które kiedyś budziły niepokój — dziś uczę się dostrzegać w nich zaletę. To nie strata, lecz ślad. 
Są dni, kiedy wciąż widzę w nich coś, co chciałabym zatrzymać. Ale każda z tych zmian to dowód, że jestem. Że wciąż tu jestem.

Mój projekt jest o patrzeniu na siebie bez lęku. O zgodzie na przemijanie, które nie zawsze jest łagodne i nie zawsze łatwe do przyjęcia. 
Przemijanie daje i zabiera. Daje świadomość siebie, spokój, odwagę, możliwość wyboru własnej drogi. Zabiera komfort, przewidywalność, pewność siebie i poczucie, że wszystko można mieć naraz. Uczono nas, że z wiekiem coś się kończy, że pewnych rzeczy „nie wypada”, że kobieta powinna znikać, zamiast się rozwijać. Gdzieś tam wciąż to we mnie tkwi. Ale coraz częściej się temu sprzeciwiam.

Po czterdziestce zdecydowałam się na radykalną zmianę — rzuciłam pracę po 23 latach i wybrałam własną drogę. Nie bez lęku, nie bez wahania. 
Ale kiedy, jeśli nie teraz? To doświadczenie jest zapisem przemiany, która uczy mnie akceptować siebie i swoje ciało, widzieć w nim historię, a nie problem. Mam 45 lat. Śmieję się głośno. Biegam w adidasach. Spełniam marzenia. Moje ciało przestaje być dla mnie projektem do poprawienia, a staje się historią, którą uczę się czytać bez wstydu. Moje zdjęcia są zapisem tego procesu — nie zawsze pięknego, nie zawsze idealnego, ale mojego.

Tak samo jak na te kwiaty patrzę dziś na siebie. Nie każdy ma możliwość zobaczyć tą drogę do końca...

Więcej...

Back to Top