Ponoć żałoba trwa sześć miesięcy, czasem rok. Czas leczy rany, a pustkę można wypełnić nową codziennością. U mnie nic z tego wszystkiego się nie sprawdziło. Minęło prawie 20 lat, a mnie wciąż trudno się pogodzić z tą stratą. Żałoba nie mija i właśnie za pomocą zdjęć chciałabym o tym opowiedzieć.
Oczywiście punktem wyjścia jest postać mojego taty, który odszedł za wcześnie. Gdy nie zdążyłam powiedzieć mu wszystkiego. Gdy akurat tego roku zapomniałam o Dniu Ojca i miałam mocne postanowienie, że wynagrodzę mu to za rok. Nie zdążyłam. Jego nie ma, a mnie czasem paraliżuje strach przed zapomnieniem. Jego głosu, uśmiechu, zapachu. Nagle zorientowałam się, że pamiątki materialne niemal zniknęły, więc to co zostało jest głównie w mojej głowie. Postanowiłam, że muszę sfotografować „brak”.
Zaczęłam:
Oczywiście punktem wyjścia jest postać mojego taty, który odszedł za wcześnie. Gdy nie zdążyłam powiedzieć mu wszystkiego. Gdy akurat tego roku zapomniałam o Dniu Ojca i miałam mocne postanowienie, że wynagrodzę mu to za rok. Nie zdążyłam. Jego nie ma, a mnie czasem paraliżuje strach przed zapomnieniem. Jego głosu, uśmiechu, zapachu. Nagle zorientowałam się, że pamiątki materialne niemal zniknęły, więc to co zostało jest głównie w mojej głowie. Postanowiłam, że muszę sfotografować „brak”.
Zaczęłam:
- od mojego domu, w którym mieszkam do dziś i w którym dorastałam. Fotografuję jego obecność na tle tego co dzieje się teraz. Wpasowuję go w naszą przestrzeń, która choć ta sama, wygląda już zupełnie inaczej. Staram się, żeby w tle toczyło się życie. By to nie były wymuskane kadry pokazujące jedynie miejsce, ale to co się teraz w nim dzieje i jak teraz wygląda moja codzienność. Czasem widać na nich mojego męża, czasem córki, choć żadna z nich nigdy nie poznała dziadka. Dzięki temu splatam ze sobą dwa światy, które są mi bliskie.
- od Starego Młyna, który kojarzy mi się z moim dzieciństwem, bo pracował w nim mój tata, a który także w pewnym momencie po prostu zniknął bez śladu. Został po nim fragment muru, brama, kilka kamieni i płyty chodnikowe wielkiego placu. Ale ja pamiętam ten majestatyczny budynek jak pachniał mąką, kurzem i ciężką pracą. Fotografując to co po nim zostało i poszukując informacji na jego temat - a jest ich naprawdę niewiele - chciałam ocalić go od zapomnienia, tak jak mojego tatę.
- od próby sfotografowania tego co cały czas tkwi w mojej głowie. Gdy jakiś impuls: sylwetka obcej osoby podobnej do taty, melodia, którą zawsze nucił pod nosem lub ostry zapach mocnej kawy – przywołuje masę wspomnień. Zaczęłam te historie spisywać. Nie chronologicznie, nie w formie pamiętnika. Po prostu urwane myśli, wspomnienia, wywołane jakąś sytuacją. A później próbuję je fotografować tak jak czuję. I choć te obrazy nie przedstawiają tych samych miejsc, ludzi, wydarzeń - tworzą siatkę wspomnień. Kronikę tego co jeszcze pamiętam...
Poprzez moje zdjęcia chciałabym opowiedzieć o tym, że żałoba nigdy nas nie opuszcza, po prostu przypomina nam o sobie w najmniej spodziewanych momentach. O tym, że jeśli czegoś fizycznie nie ma, to nie znaczy, że nie istnieje. Bo tak naprawdę wciąż żyje w naszej pamięci i warto te wspomnienia pielęgnować.
- od Starego Młyna, który kojarzy mi się z moim dzieciństwem, bo pracował w nim mój tata, a który także w pewnym momencie po prostu zniknął bez śladu. Został po nim fragment muru, brama, kilka kamieni i płyty chodnikowe wielkiego placu. Ale ja pamiętam ten majestatyczny budynek jak pachniał mąką, kurzem i ciężką pracą. Fotografując to co po nim zostało i poszukując informacji na jego temat - a jest ich naprawdę niewiele - chciałam ocalić go od zapomnienia, tak jak mojego tatę.
- od próby sfotografowania tego co cały czas tkwi w mojej głowie. Gdy jakiś impuls: sylwetka obcej osoby podobnej do taty, melodia, którą zawsze nucił pod nosem lub ostry zapach mocnej kawy – przywołuje masę wspomnień. Zaczęłam te historie spisywać. Nie chronologicznie, nie w formie pamiętnika. Po prostu urwane myśli, wspomnienia, wywołane jakąś sytuacją. A później próbuję je fotografować tak jak czuję. I choć te obrazy nie przedstawiają tych samych miejsc, ludzi, wydarzeń - tworzą siatkę wspomnień. Kronikę tego co jeszcze pamiętam...
Poprzez moje zdjęcia chciałabym opowiedzieć o tym, że żałoba nigdy nas nie opuszcza, po prostu przypomina nam o sobie w najmniej spodziewanych momentach. O tym, że jeśli czegoś fizycznie nie ma, to nie znaczy, że nie istnieje. Bo tak naprawdę wciąż żyje w naszej pamięci i warto te wspomnienia pielęgnować.